Europa dwóch prędkości

opublikowano: 25 czerwca 2016
Europa dwóch prędkości lupa lupa
fot: prof. Eugeniusz Gatnar, członek Rady Polityki Pieniężnej

Jeszcze kilka lat temu ostrzegano nas, Polaków, że jeśli szybko nie wstąpimy do strefy euro, to znajdziemy się na peryferiach Europy. Straszono, że powstanie niebawem „Europa dwóch prędkości” i Polska, nie wiadomo dlaczego, znajdzie się w tej drugiej grupie, oczywiście gorszej. Byli nawet tacy politycy, którzy chcieli wstępować do strefy euro natychmiast, nie wiedząc, że najpierw trzeba oczekiwać dwa lata w korytarzu walutowym ERM II. I bronić własnej waluty przed atakami spekulantów. Straszono nas, że nie rezygnując ze złotego, Polska będzie wolniej się rozwijać i szybko zbankrutuje.

Nie jestem pewien, czy ten zapał wstępowania do strefy euro nie udzielił się właśnie tym z naszych rodaków, którzy po roku 2007 zdecydowali się na kredyt denominowany w obcych walutach, uznając, że skoro będziemy mieli euro, to prędzej czy później zniknie ryzyko kursowe.
Po latach okazało się, że rację mieli ci, którzy apelowali o rozwagę przy podejmowaniu decyzji o wstępowaniu do Unii Gospodarczej i Walutowej. Płynny kurs walutowy umożliwił deprecjację złotego, co z kolei pozwoliło w czasie kryzysu finansowego sprzed ośmiu lat uniknąć obniżenia wynagrodzeń, emerytur i innych świadczeń, jak to miało miejsce np. na Łotwie. Uniknęliśmy też losu Grecji, która była strukturalnie niedopasowana do bogatych krajów północy Europy. (Zresztą do strefy euro weszła dzięki sfałszowaniu wielkości statystyk opisujących kryteria konwergencji, tzw. kryteria z Maastricht). Zaś pozostałe państwa członkowskie Unii Walutowej udawały, że tego nie widzą.
W roku 2010 miałem okazję rozmawiać z prof. Robertem Mundellem, laureatem nagrody Nobla i twórcą teorii optymalnych obszarów walutowych, który gościł wtedy w Warszawie. Prof. Mundell powiedział mi wówczas, że kraje strefy euro nie spełniają kryteriów, jakie on sformułował, i że przewiduje wystąpienie w najbliższym czasie w tej grupie krajów stanu poważnej, strukturalnej nierównowagi. Jak dziś wiemy, niebawem okazało się to prawdą. Strefa euro, jego zdaniem, to był projekt polityczny, a nie ekonomiczny.
Spoglądając na aktualne dane makroekonomiczne, stwierdziłem z zaskoczeniem, że „Europa dwóch prędkości” istnieje à rebours. To kraje Europy Środkowej, które nie należą do strefy euro rozwijają się dwukrotnie szybciej niż te, której mają wspólną walutę.
W roku 2015 wzrost PKB w Polsce, Czechach i na Węgrzech średnio przekroczył 3 proc., głownie za sprawą wysokiej dynamiki eksportu oraz popytu krajowego. I to pomimo silnego spowolnienia w gospodarkach wschodzących, głównie w Chinach, Rosji i Brazylii. Również sfera finansowa w tych krajach nie odczuła turbulencji na światowych rynkach w związku z sytuacją w Grecji, spowolnieniem w Chinach czy podwyżką stóp procentowych w USA. Co więcej, dynamicznemu wzrostowi popytu towarzyszył wzrost zatrudnienia i wyższe płace.
Czechy są dobrym przykładem kraju, który po dwóch latach recesji wrócił na ścieżkę szybkiego wzrostu. PKB wzrósł tam w roku 2015 aż o 4,3 proc. Co ciekawsze, pod koniec 2015 r. rentowność obligacji skarbowych tego kraju spadała poniżej poziomu rentowności obligacji Niemiec. Spowodowało to presję na aprecjację korony, więc Bank Czech zaczął interwencje walutowe, by utrzymać kurs na poziomie 27 koron za euro, w rezultacie czego rezerwy wzrosły z 54 mld dol. do 74 mld dol. Dodatkowo słabsza korona pozwala zwiększyć konkurencyjność kosztową i jeszcze bardziej rozwijać eksport, który w IV kwartale 2015 przyspieszył do 8 proc.
Z kolei Polska w 2015 r. zanotowała wzrost PKB o 3,6 proc. i jest na ścieżce zrównoważonego rozwoju. Również w naszym kraju ten rozwój gospodarczy jest napędzany głównie przez popyt wewnętrzny. Polacy, mimo że doświadczają już od prawie dwóch lat deflacji, nie ograniczają konsumpcji, a wręcz przeciwnie – kupują na potęgę. Ta deflacja nie szkodzi, ma charakter podażowy, wynika z niskich cen surowców, jest płytka i podnosi realną wartość wynagrodzeń. Wzrost gospodarczy wspiera też polityka monetarna, która jest prowadzona przez NBP w sposób odpowiedzialny, a aktualny poziom stóp procentowych, najniższy w historii, napędza akcję kredytową. Do tego dochodzi stymulacja fiskalna właśnie rozpoczęta przez rząd, w postaci programu Rodzina 500 Plus, która będzie dodatkowo podnosiła wskaźniki rozwoju. Jestem przekonany, że w tym roku wzrost PKB w Polsce osiągnie 4 proc.
Mamy więc Europę dwóch prędkości: Europę Środkową, która dynamicznie się rozwija, oraz strefę euro pogrążoną w sekularnej stagnacji, o wysokim bezrobociu, wynoszącym w 2015 r. 10,4 proc., o nadwyżce oszczędności, ogromnym zadłużeniu oraz chronicznym braku popytu. Co więcej, nie wiadomo jak będzie wyglądała jej przyszłość, jakim skutkiem dla sfery realnej i systemu finansowego zakończy się program luzowania ilościowego realizowany przez EBC oraz wprowadzone niedawno przez ten bank ujemne depozytowe stopy procentowe.

Autor: prof. Eugeniusz Gatnar


Zapraszamy do lektury lipcowego wydania "Gazety Bankowej"

Komentarze (2)
Dodająć komentarz, akceptujesz regulamin forum.
dodaj komentarz
 
optymistka

opymizm

optymistka , 26.06.2016, 22:19
troche zbyt to optymistyczne,bo nasze pkb to tez wartosci,ktore wyprowadzaja np.z Polski banki,obce banki.Czyli wzrost pkb nie przeklada sie na wzrost dobrobytu kraju.Ale i tak uniknelismy najgorszego-tusek nie zdolal nas wpakowac w euro i zniszczyc.Chwala Bogu!i pomyslnosci nowemu,myslacemu Rzadowi!
skomentuj odpowiedzi (0)
Dodająć komentarz, akceptujesz regulamin forum.
dodaj komentarz
 
ee
0 / 0 zgłoś

może i tak jest...

ee , 26.06.2016, 22:40
...ale to nie zmienia faktu,że nasze zadłużenie wewnętrzne i zewnętrzne ciągle rośnie.
skomentuj odpowiedzi (0)
Dodająć komentarz, akceptujesz regulamin forum.
dodaj komentarz
 
 

Zaloguj się, by uzyskać dostęp do unikatowych treści oraz cotygodniowego newslettera z informacjami na temat najnowszego wydania

Zarejestruj się | Zapomniałem hasła