„Gazeta Bankowa”: Handel w czasie wojny

opublikowano: 30 maja 2023
„Gazeta Bankowa”: Handel w czasie wojny

W „Gazecie Bankowej” o gospodarczych skutkach agresji Rosji na Ukrainę, w tym radykalnych zmianach w obrocie handlowym w skali lokalnej i globalnej. Nowy numer najstarszego polskiego miesięcznika ekonomicznego już w sprzedaży.

Odpadł bardzo duży gracz na rynku międzynarodowym, czyli Rosja. Ten kraj w zasadzie zlikwidowano w wymianie międzynarodowej. Pozostało trzech dużych graczy: USA, zjednoczona Europa i Chiny. Ta trójka musi teraz na nowo zbudować wzajemne relacje” – mówi „Gazecie Bankowej” dr hab. Piotr Wachowiak, profesor i rektor Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie w wywiadzie zatytułowanym „Co nam przyjdzie z zysku ekonomicznego, jeżeli Ukraina przegra?”, który przeprowadzili red. red. Maciej Wośko i Stanisław Koczot.

USA i Europa postępują stanowczo, natomiast Chiny obserwują, uśmiechają się i do Rosji, i do Stanów Zjednoczonych, i do Europy. Uważam, że te trzy siły będą musiały ostatecznie współpracować ze sobą. Sankcje stają się coraz bardziej stanowcze – i bardzo dobrze, ale wiadomo z drugiej strony, że są i takie kraje sprzyjające Rosji, które potrafią je obchodzić” – ocenia rektor SGH.

Rozmówca „Gazety Bankowej” podkreśla: „Powinniśmy pokładać nadzieję w tym, że wojna w Ukrainie szybko się zakończy, że Ukraina wcześniej czy później wstąpi do Unii Europejskiej, a my pomożemy w jej odbudowie. Powstanie tam bardzo duży rynek, na którym zmieści się Unia Europejska, Stany Zjednoczone i pewnie Chiny. Wyzwanie polega na tym, żeby nie zaprzepaścić tej szansy. Ale by tak się stało, obecne sankcje muszą być egzekwowane. Mocną presją ekonomiczną też można wygrać wojnę z Rosją.”.

Zdaniem prof. SGH Piotra Wachowiaka dla Polski i Zachodu nie ma alternatywy dla wspomagania Ukrainy: „co jest ważniejsze spokój na świecie, bez następnej wojny światowej, czy bardzo dobra sytuacja ekonomiczna? Ja bym jednak wybrał to pierwsze. Ukraińcy walczą nie tylko za siebie, ale za Unię Europejską, za świat, więc w ogóle nie powinniśmy dzisiaj zastanawiać się, czy ta pomoc jest za duża czy za mała. Należy po prostu dołożyć wszelkich starań, by wspierać Ukrainę. Bo cóż nam przyjdzie z zysku ekonomicznego, jeżeli Ukraina przegra, jeżeli Rosja się umocni i otworzy sobie drogę do podboju następnych terytoriów?”.

Ukraina, zmagając się z napięciami makroekonomicznymi o niespotykanej wcześniej skali zmuszona jest dążyć do minimalizowania strat we własnym eksporcie. W obliczu destrukcji całych sektorów przemysłu przetwórczego, tylko eksport artykułów rolnych może być stabilnym źródłem dochodów dla państwa. To podłoże wybuchu kryzysu zbożowego między Ukrainą i państwami ościennymi.” – wskazuje łamach „Gazety Bankowej” Marek Budzisz w tekście „Węzeł zbożowy”.

Autor „Gazety Bankowej” stwierdza: „Załamanie się rynku wewnętrznego, całego instytucjonalnego systemu obsługującego rynek rolny i eksportu doprowadził do sytuacji skokowego spadku popytu, co wykorzystali nieliczni gracze pozostali na tym rynku. (...) Głównym problemem był i jest niski popyt wewnętrzny, wynikający z faktu, że na Ukrainie spadła znacząco liczba ludności, infrastruktura komunikacyjna w części została zniszczona, ludzie mają mniej pieniędzy a skup w celach eksportowych spadł, bo i eksport uległ redukcji. Ten stan rozstroju powodował, że ukraińscy farmerzy zmuszeni byli sprzedawać swoją produkcję praktycznie za bezcen, bo nie mając własnej poduszki kapitałowej i zewnętrznego zasilania a chcąc nadal prowadzić swe firmy musieli wyzbywać się swych zapasów magazynowych”.

Marek Budzisz podkreśla: „Ograniczenia eksportu są jedynie rozwiązaniem połowicznym, w dłuższej perspektywie Ukraina nie ma innej możliwości jak dążyć do wzrostu swego eksportu rolnego. A to oznacza, że jeśli Kijów i stolice państw ościennych nie zaczną realizować wspólnej polityki inwestowania w zdolności transportowe, przechowalnicze, odbudowę system skupu artykułów rolnych i nie będą wspólnie zarabiać na budowie nowych łańcuchów ukraińskiego eksportu, to kryzysy tego rodzaju będą się powtarzać zatruwając wzajemne relacje.”

Dane o PKB Polski w I kwartale 2023 roku – według wstępnych danych opublikowanych przez GUS – solidnie zaskoczyły ekonomistów. Odczyt ten znacząco odbiegał od prognoz – spadek był dużo mniejszy niż przewidywano. Można zakładać, że przełom roku 2022 i 2023 był dołkiem cyklu koniunkturalnego i w kolejnych kwartałach PKB będzie rosnąć” – wskazuje Robert Bombała w tekście zatytułowanym „Uniknęliśmy nawet technicznej recesji”.

Publicysta uzupełnia: „Wśród komentarzy można przeczytać m.in. o pozytywnym zaskoczeniu, o tym, że polska gospodarka uniknie technicznej recesji, że odczyt był wyraźnie lepszy od konsensusu rynkowego, że początek 2023 w polskiej gospodarce okazał się lepszy od oczekiwań, a także – jak skomentowali ekonomiści mBanku odczyt kwartał do kwartału – o „petardzie w ujęciu odsezonowanym” (...). Komentatorzy już teraz podkreślają, że uniknęliśmy technicznej recesji i rozpoczyna się okres ożywienia w gospodarce.

Robert Bombała cytuje analizę makroekonomiczną ekonomisty Banku Pekao Kamila Łuczkowskiego: „Według naszego scenariusza w kolejnych kwartałach wzrost PKB powinien stopniowo przyspieszać. Powoli odbijać będzie dynamika wzrostu konsumpcji gospodarstw domowych przy dalej dodatnim udziale inwestycji i eksportu netto. W całym roku spodziewamy się wzrostu polskiego PKB o 0,9 proc., choć jest to prognoza obarczona ryzykiem «w górę»”.

Zakładom przemysłowym w Polsce grozi wzrost kosztów działalności i utrata konkurencyjności za sprawą zmian w systemie handlu emisjami, które pod koniec kwietnia przyjęła Unia Europejska” – przestrzega w „Gazecie Bankowej” Agnieszka Łakoma w tekście „Czy unijne cła węglowe przyniosą odwrotny skutek?”.

Autorka „Gazety Bankowej” przypomina: „Urzędnicy Komisji Europejskiej przygotowali reformę systemu handlu emisjami – EU ETS, Europarlament ją zatwierdził 18 kwietnia, a kilka tygodni temu także większość państw unijnych – pomimo sprzeciwu Polski i Węgier. Polskie władze uznały pomysł za nie do przyjęcia – chodzi o tzw. mechanizm CBAM. Zakłada wprowadzenie ceł węglowych na granicach UE dla produktów z krajów, gdzie nie ma polityki klimatycznej. Ale jednocześnie europejskim zakładom przemysłowym odebrane zostaną (stopniowo) darmowe pozwolenia na emisję gazów cieplarnianych."

Zdaniem Agnieszki Łakomej „sprawa jest o tyle istotna, że produkcja sprzedana polskiego przemysłu energochłonnego osiąga rocznie wartość 400 mld zł i generuje 90 mld zł rocznie przychodów dla budżetu. Ta część polskiego przemysłu daje zatrudnienie bezpośrednio 500 tysiącom ludzi, a zakładach kooperujących z nimi pracuje blisko milion osób. Zatem wyższe wydatki na zakup pozwoleń na emisję CO2 i utrata konkurencyjności mogą spowodować w najlepszym razie ograniczenie działalności a w najgorszym – nawet falę upadłości.”.

Polskie przedsiębiorstwa już w ubiegłym roku alarmowały rząd, by nie zgadzał się na plan wycofania darmowych pozwoleń na emisję. Zwłaszcza ze energochłonność polskich zakładów wynika często z określonego profilu produkcji i procesów technologicznych, a na dodatek zakłady dokonały w ostatnich dekadach wiele, by ograniczyć emisje dwutlenku węgla i zadbać o efektywność produkcji.” – podkreśla Agnieszka Łakoma.

W ostatnim czasie warszawska GPW prezentowała się zdecydowanie lepiej od największych światowych giełd – notując dynamiczne zwyżki indeksów i kursów akcji” – pisze Krzysztof Pączkowski w tekście „Mocny parkiet”.

Graczy przyciąga też atrakcyjna oferta GPW, która sukcesywnie umacnia swoją rynkową pozycję, konstruując szeroką paletę instrumentów finansowych dla inwestorów” – wskazuje autor analizy w „Gazecie Bankowej”.

O sile i potencjale krajowego rynku mogą także świadczyć zaprezentowane wyniki za 2022 rok, które pokazały stabilną i mocno zdywersyfikowaną strukturę przychodów oraz wysoki zysk pozwalający na wypłatę atrakcyjnej dywidendy. GPW realizuje również strategiczne inicjatywy, które wzmacniają działanie samej giełdy poprzez uruchomienie nowych projektów i tym samym dopływ inwestorów lokujących kapitał właśnie u nas. Z jednej strony mamy więc giełdowy rynek skupiający firmy mocne gospodarczo (i świetnie zarządzane – co bezpośrednio wpływa na wzrost kursów). Z drugiej zaś bardzo atrakcyjną dla graczy platformę obrotu instrumentami finansowymi.” - podsumowuje Krzysztof Pączkowski tekst o kondycji polskiego parkietu.

Blisko 60 proc. firm i instytucji na świecie zatrudnia specjalistów IT pracujących zdalnie z innych krajów. Liczba ta podwoiła się w ciągu ostatnich trzech lat. Jednak dla polskich przedsiębiorców to bardziej problem niż szansa” – ocenia Marek Jaślan w analizie stanu rynku pracy w polskiej branży IT pod tytułem „Cyfrowi nomadzi”.

Polskie firmy mają problem ze znalezieniem osób na stanowiska specjalistów IT. W przeprowadzonym przez PIE badaniu z udziałem firm z sektora, aż 42 proc. wakatów na to zostało zidentyfikowanych jako trudne do obsadzenia. Ponadto, 64 proc. ankietowanych firm zatrudniło mniej specjalistów IT niż planowało, a 20 proc. często musiało odmawiać realizacji projektu z powodu braku wystarczającej liczby fachowców. Tylko 61 proc. ankietowanych przedsiębiorstw zatrudniło w ostatnim roku tylu specjalistów, ilu planowało. Czynnikami, które na to wpływają, są zbyt mała liczba zgłoszeń oraz zbyt wysokie oczekiwania płacowe kandydatów. Skąd jednak brać speców od IT, skoro jest taki deficyt? Według PIE, aby wypełnić lukę IT, 3,5 razy więcej osób w Polsce powinno kończyć studia na kierunkach STEM (naukowych, technologicznych, inżynieryjnych i matematycznych), a więc związanych z technologią, inżynierią i matematyką. Tych jednak nie przybywa, a wręcz ich liczba maleje” – wskazuje autor analizy w „Gazecie Bankowej”.

Wydaje się, że polskie firmy jeszcze stosunkowo rzadko decydują się na prowadzenia rekrutacji do działów IT poza krajem. Z dużą ostrożnością do tej metody podchodzą np. banki w Polsce” – zauważa Marek Jaślan. „Może więc w tej sytuacji polscy pracodawcy powinni sięgnąć po specjalistów IT zza wschodniej granicy? PIE uważa jednak, że luka tylko w niewielkim stopniu będzie łagodzona przez pracowników przyjeżdżających do Polski z Europy Wschodniej, przede wszystkim z Białorusi i Ukrainy. Wprawdzie w ostatnich miesiącach obserwowany jest szczególnie duży napływ specjalistów IT ze Wschodu, jednak ruch ten wynika z niestabilnej sytuacji politycznej i jest nie do utrzymania w dłuższym okresie” – twierdzi publicysta „Gazety Bankowej” i wskazuje, że „W tej sytuacji na dziś znacznie częstszą metodą radzenia sobie z brakami kadrowymi wśród specjalistów IT niż szukanie fachowców poza Polską – jest dokształcanie i inwestowanie w rozwój własnych kadr. Więcej niż jedna trzecia firm korzystała także z usług IT innych firm krajowych”.

Również w tym wydaniu „Gazeta Bankowa” prezentuje zgłoszenia do konkursów technologicznych Technobiznes, dorocznego wyboru najlepszych wdrożeń technologicznych i liderów wśród firm technologicznych w Polsce.

W najnowszym numerze „Gazety Bankowej” przeczytamy także o tym, jak cywilny biznes tuczy się na wojnach, o internetowych gwiezdnych wojnach, czy obligacje skarbowe tracą blask dla ciułaczy, czy zaleje nas po raz kolejny fala samochodowego złomu i ukraińskim dylemacie dla amerykańskiego wyborcy.

„Gazeta Bankowa” – najstarszy magazyn ekonomiczny w Polsce: aktualne wydarzenia ze świata gospodarki i finansów w kraju i na świecie, ludzie i firmy, inwestycje i świat technologii, historia polskiej gospodarki.

Nowy numer miesięcznika „Gazeta Bankowa” w sprzedaży od wtorku 30 maja, także w formie e–wydania. Szczegóły KLIKNIJ TUTAJ 

 

Zaloguj się, by uzyskać dostęp do unikatowych treści oraz cotygodniowego newslettera z informacjami na temat najnowszego wydania

Zarejestruj się | Zapomniałem hasła