Było 10 proc., a będzie 4 proc. - tak maluje się przyszłość bankowych lokat

opublikowano: 3 listopada 2023
Było 10 proc., a będzie 4 proc. - tak maluje się przyszłość bankowych lokat lupa lupa
fot. materiały prasowe

Jeszcze przed wakacjami banki potrafiły kusić nas oprocentowaniem depozytów na poziomie 10 proc.. Teraz w oczach topnieje oferta na 7 proc. czy tym bardziej ponad 7 proc. w skali roku. To nie koniec złych wiadomości dla oszczędzających. Oprocentowanie powinno bowiem spadać wraz ze spodziewanymi cięciami stóp procentowych.

W ostatnich miesiącach oprocentowanie lokat wyraźnie malało. Najpierw był to efekt spodziewanych, a teraz już faktycznych obniżek stóp procentowych przez RPP. Ich kontynuacja jest bardzo prawdopodobnym scenariuszem na najbliższe miesiące.

Coraz więcej oszczędności

Co ciekawe, choć oprocentowanie depozytów nam spada, to Polacy wciąż chętnie lokują w ten sposób poważną część posiadanych oszczędności. Z danych NBP wynika bowiem, że w samym tylko grudniu 2022 roku, kiedy przeciętne oprocentowanie lokat faktycznie zakładanych wyniosło 6,3 proc., Polacy założyli lokaty o wartości prawie 65 mld złotych. Najnowsze dostępne dane podsumowują wrzesień 2023 roku. Wtedy przeciętne oprocentowanie faktycznie zakładanych lokat wynosiło już mniej niż 5 proc., czyli o 1,3 pkt. proc mniej niż w grudniu 2022 roku. Mimo tego Polacy założyli w ostatnim miesiącu wakacji lokaty o łącznej wartości prawie 74 mld złotych.

Rezerwujemy oprocentowanie na dłużej

Dane banku centralnego zawierają też jeszcze jedną ciekawą prawidłowość. Co prawda bowiem tradycyjnie najwięcej pieniędzy lokujemy na relatywnie krótkie okresy – do kilku miesięcy, ale w ostatnim czasie najmocniej na popularności zyskały depozyty zakładane na dłużej. Znowu za punkt odniesienia dla najnowszych danych (za wrzesień 2023 roku) przyjmijmy końcówkę 2022 roku, kiedy przeciętne zakładane lokaty były oprocentowane najkorzystniej. Z danych NBP wynika, że w tym czasie wartość depozytów zakładanych na nie dłużej niż 3 miesiące wzrosła o niecałe 5 proc., podczas gdy kwoty lokowane na dłuższy czas wzrosły o ponad 35 proc.

Dane te sugerują, że część oszczędzających próbuje zarezerwować sobie wciąż jeszcze oferowane przez banki oprocentowanie na dłużej. Jest to racjonalne jeśli spodziewamy się dalszych obniżek stóp procentowych, a więc też dalszego spadku oprocentowania lokat.

Jeszcze w wakacje były depozyty na 10 proc.

Patrząc na aktualne oferty depozytowe aż trudno uwierzyć, że nawet największy bank u progu wakacji potrafił kusić oszczędzających lokatą na 10 proc.. Oczywiście depozyt ten był limitowany. Maksymalną kwotę na poziomie 50 tysięcy złotych można było przy spełnieniu dodatkowych warunków założyć na pół roku. Teraz sytuacja wygląda gorzej, bo chcąc większe pieniądze zainwestować na pół roku możemy w ramach przeróżnych promocji znaleźć obietnice odsetek na poziomie maksymalnie 6-7 proc.. Jeśli jednak chcielibyśmy zainwestować na dłużej - np. na dwa lata, to banki kuszą nas już tylko oprocentowaniem na poziomie 4 proc. lub niewiele więcej.

Czekają nas dalsze cięcia stóp procentowych

Jest to efekt przewidywań, zgodnie z którymi pogorszenie koniunktury w światowej gospodarce czy reorganizacja łańcuchów dostaw po wybuchu wojny na Ukrainie pomagają w walce z inflacją. W Polsce ten scenariusz już realizujemy i choć nigdy nie możemy mieć pewności czy nie dojdzie do jakiejś wolty, to dzisiejsze prognozy sugerują, że stopy procentowe będą spadać nie tylko w bieżącym, ale też i w przyszłym roku. Jeśli wierzyć rynkowym przewidywaniom, to może się nawet okazać, że za dwa lata depozyty będą dawały zarobić około 4 proc. w skali roku. Są to jednak wizje snute na dwa lata do przodu, więc może być różnie. Przy tej okazji przyjrzeliśmy się jednak propozycjom, na które trafić mogą oszczędzający, a które są punktem odniesienia dla inwestycji wolnej od ryzyka.

Oprocentowanie detalicznych obligacji w dół

Jeśli chcemy nasze pieniądze powierzyć na dwa lata, to oprócz dwuletniej lokaty bankowej, chętnie nasze pieniądze przyjmie rząd, sprzedając nam w zamian dwuletnie detaliczne obligacje skarbowe. Problem w tym, że w przypadku tych papierów wiemy jedynie to ile będziemy mogli zarobić w pierwszym okresie odsetkowym, czyli w pierwszym miesiącu z 24 miesięcy oszczędzania. A co potem? W kolejnych miesiącach oprocentowanie będzie określane poprzez dodanie do stopy referencyjnej ustalanej przez RPP marży zysku na poziomie 0,5 pkt. proc. O tym ile będziemy mogli na tych papierach zarobić zdecyduje więc RPP. Konia z rzędem temu, kto dziś trafnie odgadnie jak zmieniać się będą stopy procentowe w perspektywie dwóch lat.

Możemy oczywiście sprawdzić jakiego scenariusza spodziewają się gracze rynkowi. Problem w tym, że te przewidywania potrafią zmieniać się jak w kalejdoskopie pod wpływem nie tylko takich wydarzeń jak konflikty zbrojne, wyniki wyborów parlamentarnych czy dane publikowane przez GUS. Czasem wystarczy dosłownie kilka zdań wypowiedzianych przez ważną osobę w państwie i od razu zmieniają się notowania kontraktów terminowych na stopę procentową.

Załóżmy jednak na chwilę, że notowania kontraktów FRA z grubsza trafnie odgadują to jak w kolejnych miesiącach zmieniać się będzie poziom stóp procentowych w Polsce. Gdyby jakimś cudem tak faktycznie było, to okazałoby się, że dziś kupowane dwuletnie detaliczne obligacje skarbowe oprocentowane na starcie na 6,5 proc. za kwartał generować będą zyski na poziomie 5,5 proc., za rok poniżej niecałe 5 proc.. Średnio w ciągu dwóch lat możemy spodziewać się stopy zwrotu na poziomie poniżej 5 proc. - o ile oczywiście założymy, że gracze rynkowi trafnie odczytują ze swoich szklanych kul dalsze koleje losu stóp procentowych w Polsce.

Jeśli ten scenariusz się sprawdzi, to oferta dwuletnich detalicznych papierów wygląda lepiej niż dwuletnie lokaty oferowane przez banki. Z tą różnicą, że oprocentowanie lokat jest stałe i z góry znane, a oprocentowanie dwuletnich obligacji dziś możemy jedynie odgadywać na podstawie dostępnych prognoz, które sprawdzić się mogą, ale nie muszą.

Biegając po bankach łatwiej o płynność niż atrakcyjny procent

Może więc warto zastanowić się nad scenariuszem, w którym nie mrozimy dziś pieniędzy na długoterminowej lokacie lub nie kupujemy dwuletnich obligacji, ale zakładamy, że z naszymi oszczędnościami polować będziemy na promocyjne lokaty w bankach. Przecież dziś wciąż jeszcze można upolować depozyty z obietnicą wypłaty odsetek na poziomie 7 proc. czy nawet ponad 7 proc. w skali roku. Problem w tym, że takie lokaty i rachunki oszczędnościowe są dziś oferowane na dość krótkie okresy – np. trzy miesiące. Do tego, aby z nich korzystać trzeba nierzadko spełnić szereg dodatkowych wymagań – być nowym klientem banku, przynieść do niego nowe środki, aktywnie korzystać z karty i konta ROR, przelewać wynagrodzenie, zgodzić się na telefony z ofertą handlową, a nierzadko kupić w „tandemie” jakieś produkty inwestycyjne, których efekty mogą być różne.

Nie brakuje jednak takich „wyjadaczy wisienek”, którzy w takim wyścigu z bankami lubią brać udział – śledzą promocje i przenoszą swoje oszczędności z banku do banku nawet kilka razy w roku. Takie działanie – o ile oczywiście nie popełnimy błędów i solidnie wykonamy zobowiązania zapisane w regulaminach – potrafią nam dać całkiem przyzwoite wyniki. Z szacunków HREIT wynika, że w ostatnich latach przeciętne oprocentowanie promocyjnych lokat było przeważnie o 0,5 pkt. proc. wyższe niż WIBOR 3M. Jeśli te obserwowane od lat zależności się nie zmienią, to możemy dziś założyć, że w perspektywie dwóch lat osoba polująca na promocyjne lokaty powinna być w stanie zarobić na swoich oszczędnościach średnio trochę tylko mniej niż 5 proc. To znowu może okazać się lepszym rozwiązaniem niż zaniesienie dziś do banku pieniędzy i zdeponowanie ich na dwuletniej lokacie. Przy czym pamiętajmy, że są to jedynie szacunki oparte o przewidywania rynkowe i dane historyczne.

Bartosz Turek, główny analityk HRE Investment Trust

Źródło: materiały prasowe

 

 

Zaloguj się, by uzyskać dostęp do unikatowych treści oraz cotygodniowego newslettera z informacjami na temat najnowszego wydania

Zarejestruj się | Zapomniałem hasła