Czy ceny w Chorwacji po euro zwariowały?

opublikowano: 18 sierpnia 2023
Czy ceny w Chorwacji po euro zwariowały? lupa lupa
Miasto Split w Chorwacji, fot. Pixabay

1 stycznia 2023 r. Chorwacja dołączyła do strefy euro. Do ważnej zmiany doszło w otoczeniu nadzwyczajnie wysokiej inflacji i to głównie przez nią, a nie przez wprowadzenie euro, wakacje nad Adriatykiem są w tym roku droższe.

Chorwacja przygotowywała swoich mieszkańców i turystów na przyjęcie wspólnej europejskiej waluty ze znacznym wyprzedzeniem. Od 5 września ub.r. wszystkie sklepy, restauracje czy punkty usługowe musiały podawać ceny zarówno w kunach, jak i euro. W praktyce jednak podwójne cenniki pojawiły się już kilka miesięcy wcześniej i miały przekonywać płacących, że dołączenie kraju do strefy euro nie będzie się wiązało z lawinowymi podwyżkami.

Po kilku tygodniach wakacji wrażenia licznie przybywających do Chorwacji gości z zagranicy wydają się dość rozbieżne. Słychać narzekania na „paragony grozy” znad Adriatyku, ale obok nich głosy, że Chorwacja już dawno przestała być miejscem taniego wypoczynku, a z uwagi na inflację ceny mogą być o kilkanaście procent wyższe przed rokiem. Jak jest w rzeczywistości?

Zły moment na rzetelne wskazania

Piwo za 5 EUR w portowej tawernie – taka cena w Zadarze i okolicach może sugerować, że podwyżki naprawdę znacznie przebijają inflację. Na szczęście (dla turystów) w większości restauracji panuje jednak niższy standard – 3 EUR za ten napój chłodzący.  

– Dość trudno zestawić pojedyncze przykłady z chorwackich kurortów w całościowy obraz poziomu cen. Kłopot także i w tym, że na obecnym etapie nie można się spodziewać oficjalnych danych o cenach towarów i usług z letnich miesięcy i apogeum wakacyjnego sezonu, ponieważ takie statystyki pojawiają się z opóźnieniem. Bazujemy jednak na raportach od dużych chorwackich detalistów pochodzących z początkowych miesięcy po wejściu Chorwacji do strefy euro i na które powołuje się oficjalny portal Unii Europejskiej. Okazuje się, że ceny wyraźnej większości, czyli 65 proc., produktów, nie zmieniły się wraz z przyjęciem wspólnej waluty. 25 proc. towarów w tym samym okresie potaniało, a 10 proc. podrożało – informuje Robert Błaszczyk, dyrektor departamentu klienta strategicznego w fintechu Cinkciarz.pl.

Gorsze (z perspektywy klientów) informacje dotyczą usług. W kontekście turystyki odpowiadającej za 20 proc. chorwackiego PKB, szczególnie istotne wydają się ceny w hotelarstwie i gastronomii. Niestety, właśnie te branże najmocniej napędzały inflację, która w I kw. br. znacznie przekraczała w Chorwacji 10 proc. Może to skłaniać do wniosku, że w segmencie usług nie udało się zapobiec nieuzasadnionym podwyżkom.

Chorwacja jest już 20. krajem oficjalnie przyjętym do strefy euro, choć w ramach dwustronnych i jednostronnych umów wspólną walutą może się posługiwać 26 państw. Jednak wydaje się, że żadnej z wcześniejszej akcesji towarzyszyły równie burzliwe warunki gospodarcze. Wiążą się one jeszcze ze spuścizną pandemii koronawirusa, ale już znacznie bardziej ze skutkami napaści Rosji na Ukrainę. W środowisku rekordowej inflacji, która w październiku, listopadzie i grudniu przekraczała w Chorwacji 13 proc., oraz ponadprzeciętnych wahań kursów walut, przedsiębiorcy mogą ukryć dodatkowe podwyżki cen, co dotyczy szczególnie usług – komentuje Robert Błaszczyk z Cinkciarz.pl.

Chorwackie lato 2023

Aby pokusy nieuzasadnionych podwyżek nie uderzyły w najbiedniejszych, jesienią ub.r. władze Chorwacji wprowadziły urzędowe ceny maksymalne, na podstawowe towary spożywcze, czyli m.in.: mleko, mąkę, cukier, kurczaki, wieprzowinę, olej słonecznikowy czy drób. Jak kształtują się ich ceny w chorwackich marketach?

1 l mleka kosztuje obecnie ok. 1,05 EUR, czyli ok. 4,70 zł, bochenek chleba –  ok. 1,10 EUR, 1,5 l wody gazowanej –  blisko 1 EUR, kilogram bananów –  1,40 EUR, 1 kg filetów z kurczaka –  ok. 8,40 EUR, kilogram ryżu –  2,15 EUR, kilogram sera żółtego –  od 9,20 EUR.

W restauracjach wiele zależy od lokalizacji i standardu lokalu, dlatego łatwiej porównać ceny identycznych zestawów w globalnych sieciówkach fastfoodowych. Za przykładowy posiłek w Chorwacji zapłacimy 6,60 EUR, podczas gdy w Polsce równowartość 6,30 euro. Poza sieciówkami, wybierając się we dwoje na kolację do chorwackiej restauracji, należy się liczyć z wydatkiem ok. 40 EUR. 

Noclegi? Na tygodniowy pobyt w apartamencie w prestiżowym kurorcie Bol dwie osoby nie muszą przeznaczać w sumie więcej niż 1 tys. EUR, chociaż oczywiście nie brakuje ofert dwukrotnie droższych. Ceny te dotyczą sierpniowego szczytu turystycznego. Tymczasem we wrześniu, gdy pogoda w Chorwacji jeszcze sprzyja plażowaniu i kąpieli w Adriatyku, można zarezerwować apartament dla dwóch osób w tej samej miejscowości w cenie znacznie poniżej 500 euro.

Czarnogóra nieco tańsza

Jeśli wierzyć powiedzeniu: małe jest piękne, urlop nad Adriatykiem można zaplanować w sąsiadującej z Chorwacją Czarnogórze, w której już od 2002 r. płaci się w euro, mimo że nie jest ona nawet członkiem UE. Atutami państwa porównywalnego powierzchnią z województwem dolnośląskim wydają się: górzysty krajobraz, parki narodowe oraz oczywiście pełne urokliwych miejscowości nadmorskie wybrzeże. 

W porównaniu z Chorwacją przewaga może tkwić także w cenach pobytu i wypoczynku. Tu trzeba jednak zaznaczyć, że z Polski do Czarnogóry wiedzie o ok. 500 km dłuższa droga niż do najbliższych z naszej perspektywy chorwackich kąpielisk nad Adriatykiem.

Reguła, od której zdarzają się oczywiście wyjątki, wskazuje, że w marketach Czarnogóry wydamy na te same produkty o ok. 10-20 proc. mniej niż po sąsiedzku w Chorwacji. Mniejsze różnice cenowe, lecz także na korzyść Czarnogóry, dotyczą cen w barach i restauracjach. Przykłady? Bochenek chleba – 80 eurocentów, kilogram sera żółtego – 7,21 EUR, 1,5-litrowa butelka wody gazowanej – ok. 70 eurocentów, wspomniany wyżej zestaw w fastfoodzie – 6 EUR, a średnia cena posiłku dla dwóch osób w restauracji – 35 euro.  

Przystępniejsze są także ceny noclegów. Tydzień dla dwóch osób w odgrodzonej górami od lądu Budvie nad Adriatykiem można spędzić za ok. 400 EUR, nawet w warunkach hotelowych i sierpniowym szczycie cenowym. Miesiąc później dwuosobowy apartament w Budvie da się zarezerwować już nawet za 155 EUR.

Albania cenowo wygrywa

Jeszcze bardziej wysuniętą na południe od Chorwacji i Czarnogóry Albanię wyróżnia m.in. waluta. 1 albański lek (międzynarodowy symbol ALL) to w przeliczeniu ok. 0,043 zł, a jeśli uwzględnić 12-miesięczny przedział notowań ALL/PLN, to latem 2023 r. lek trzyma się na wyżynach. 

Albania nie należy do Unii Europejskiej (status kandydata ma od 2014 r.), ani też do strefy Schengen, mimo to obywatele Polski mogą wjeżdżać na terytorium tego kraju, posługując się jedynie dowodem osobistym i bez konieczności ubiegania się o wizę – zauważa ekspert Cinkciarz.pl.

Słońce, plaże, czysta woda, mniej turystów w porównaniu np. z Chorwacją oraz przystępne ceny – oto, co może powodować, że Albania zyskuje w rankingu turystycznych destynacji. O ile korzyści cenowe przy wyborze Czarnogóry zamiast Chorwacji mogły dochodzić do 20 proc., o tyle w Albanii możemy liczyć, że na zakupy w sklepach czy posiłki w restauracjach wydamy nawet o 30 proc. mniej, z ważnym zastrzeżeniem, że znajdą się i takie produkty (np. mleko, banany), które kosztują więcej niż w chorwackich marketach. Benzyna w Albanii, a przez to także przejazdy taksówkami, także kosztuje więcej niż w Chorwacji czy Czarnogórze.

Durrës to jeden z topowych albańskich kurortów. W sierpniu za tygodniowe wynajęcie apartamentu dla dwóch osób w tym mieście zapłacimy średnio ok. 300-500 EUR, czyli 1400-220 zł. Jeżeli jednak odczekamy do drugiej połowy września, to w tej samej cenie możemy w Durrës zarezerwować pokój w czterogwiazdkowym hotelu.

Jak wydać jeszcze mniej?

Elementem przygotowań do urlopu za granicą jest wymiana waluty. Nie warto tego robić na ostatnią chwilę w najbardziej obleganych miejscach. Kantory przy przejściach granicznych, na lotniskach bądź w kurortach zwykle proponują wysokie spready.

Wyjazd nad Adriatyk z polską walutą i myślą o tym, że na miejscu przewalutujemy złote na euro, albo będziemy płacić na miejscu kartą wydaną do konta w PLN i za jej pomocą wypłacać gotówkę z bankomatów, nie wydaje się dobrym pomysłem. To naraża nas na niekorzystne przewalutowanie i wysokie prowizje. Można ich uniknąć, korzystając z karty wielowalutowej. Taki produkt – w pewnym uproszczeniu – działa za granicą niczym karta wydana w lokalnej walucie. Można ją zasilić dowolną kwotą, co wpływa na bezpieczeństwo. Korzystne kursy, możliwość płacenia w większości walut na świecie oraz bezprowizyjne wypłaty z zagranicznych bankomatów – to kolejne zalety karty wielowalutowej. Można się nią posługiwać w tradycyjnej formie „plastiku”, bądź podpiętą w smartfonie czy też zegarku – podsumowuje Robert Błaszczyk z Cinkciarz.pl.

Źródło: materiały prasowe

 

Zaloguj się, by uzyskać dostęp do unikatowych treści oraz cotygodniowego newslettera z informacjami na temat najnowszego wydania

Zarejestruj się | Zapomniałem hasła