Szokujące kulisy wojny o granicę

opublikowano: 4 października 2021
Szokujące kulisy wojny o granicę

W tygodniku „Sieci” minister, koordynator służb specjalnych Mariusz Kamiński wyjaśnia sytuację na granicy Polski z Białorusią: "Putin bada, na ile twarde jest nasze państwo. Musimy pokazać naszą determinację".

W wywiadzie zatytułowanym „Łukaszenka i Putin przegrają tę wojnę” Mariusz Kamiński, minister koordynator służb specjalnych podczas rozmowy z Jackiem Karnowskim i Markiem Pyzą komentuje grę Putina i Łukaszenki, w której nasi wschodni sąsiedzi starają się wykorzystywać migrantów jako narzędzie wpływu.

Być może Łukaszenka liczy, że w ten sposób zmusi Unię Europejską do zniesienia sankcji, uznania go za legalnego prezydenta. Ale ważniejszy tu jest Putin, który chciałby panować nad kurkiem z migrantami, dowolnie go odkręcać i przykręcać. A przy tym może chować się za białoruskim dyktatorem i udawać, że nie ma z tym nic wspólnego.

Kamiński zwraca również uwagę na fakt, że Białorusini cały czas próbują ściągać więcej obcokrajowców.

Wiemy, że w ostatnich dniach zapadły decyzje o umowach z kolejnymi krajami w sprawie ruchu bezwizowego. Wśród tych państw jest Pakistan, gdzie mamy rzeszę uchodźców z Afganistanu, ale też RPA, skąd do Europy łatwo mogą się dostać migranci z innych państw Afryki, czy Jordania, w której mamy ogromny rezerwuar uchodźców syryjskich. Białoruskie linie lotnicze nawiązują kolejne połączenia. Ruszyły samoloty z Bejrutu, z Damaszku, zwiększyła się liczba przylotów z Turcji. – Minister dodaje jednak, że – […] nasza twarda i konsekwentna postawa sprawia, że Łukaszenka zaczyna mieć problemy. On był przekonany, że my ze względu na polityczną poprawność przyjmiemy wszystkich i zalegalizujemy. Jeśli chodzi np. o obywateli Iraku, nie ma żadnych podstaw, by nadawać im status uchodźców, bo jak na Bliski Wschód, sytuacja jest tam od kilku lat w miarę stabilna.

Mariusz Kamiński zauważa także, że obecna sytuacja stwarza również zagrożenie dla samego Łukaszenki.

Mamy informacje zarówno ze źródeł wywiadowczych, jak i dyplomatycznych, że zwykli Białorusini są coraz bardziej zdezorientowani i zaniepokojeni tym, co się dzieje. Wieczorami widują w parkach, na głównych ulicach swoich miast setki przybyszów z Azji, Afryki.

W artykule „O co ta bitwa” Konrad Kołodziejski komentuje ostatnie wydarzenia związane z kopalnią w Turowie. Zaznacza, że… za sprawą skargi Czechów do Trybunału Sprawiedliwości UE lokalny spór o kopalnię w Turowie przekształcił się w konflikt o zasięgu unijnym, stało się jasne, że czeka nas kolejna ciężka bitwa z Unią. Czesi dali bowiem unijnym liberałom doskonały pretekst do uderzenia w znienawidzony konserwatywny rząd PiS.

Autor zauważa: Formalnie chodzi przecież o kwestie ekologiczne, o domniemany negatywny wpływ turowskiej kopalni na poziom wód gruntowych. W rzeczywistości jednak spór ten rozgrywa się na kilku poziomach […]. Nowa unijna polityka klimatyczna zakłada odejście – i to szybkie – od paliw kopalnych, a więc Czesi, domagając się przy pomocy TSUE zamknięcia polskiej kopalni, walczą o własne górnictwo. Z kolei na wyższym, unijnym szczeblu idzie o ograniczenie naszej niezależności energetycznej, a tym samym o zmuszenie Polski do uległości, a być może również o wywołanie pożądanych przez Brukselę zmian politycznych. Na horyzoncie majaczą też wielkie pieniądze, bo jeśli Polska zostanie pokonana w tej „klimatycznej” bitwie, to będzie zmuszona do drogiego importu energii, czego konsekwencją może być finansowy drenaż naszej […] gospodarki.

Kołodziejski wyjaśnia też, o jakie cele może chodzić Czechom: Tym, co szczególnie ubodło Warszawę, jest cyniczne wykorzystanie przez Czechy kryzysu w relacjach polsko-unijnych do osiągnięcia własnych celów politycznych. Początkowo chodziło bowiem jedynie o kwestię poziomu wód gruntowych na terenach sąsiadujących z Polską […]. Czesi szybko dostrzegli, że z Polską, która ma przecież na pieńku z Brukselą, da się ugrać więcej. […] doskonale wiedzieli, że przenosząc spór na poziom Unii, dają Brukseli wygodne narzędzie do wzmocnienia presji na zbyt mocno wierzgającą Polskę.

W rozmowie „Naszą intencją nie było nawoływanie do polexitu” Jakub Augustyn Maciejewski pyta prof. Tomasza Grzegorza Grosse o wnioski płynące z głośnego już raportu „Saldo transferów finansowych między Unią Europejską a Polską”. Współautor tego opracowania potwierdza, że państwa zachodnie bardziej zyskały na akcesji Polski do Unii Europejskiej niż sama Polska.

Już w czasie transformacji lat 90. przyjęliśmy model rozwoju, który bazuje na inwestycjach zagranicznych i zewnętrznych technologiach. W mniejszym stopniu budowano własny potencjał ekonomiczny […]. Ten model – określany przez ekonomistów jako egzogeniczny lub „rozwoju zależnego” – został jeszcze bardziej pogłębiony w trakcie integracji z UE […]. Przywoływane w naszym raporcie szacunki samej Komisji Europejskiej lub Parlamentu Europejskiego także wskazują, że korzyści z rozszerzenia Unii są asymetryczne.

Profesor Grosse wyjasnia, jaki był cel raportu: – Naszą intencją nie było ani wchodzenie w spory między partiami politycznymi, ani nawoływanie do polexitu. Nie jestem politykiem, ale uważam, że mam prawo, a nawet powinienem zwracać decydentom uwagę na problemy strategiczne istotne dla naszego kraju. Wskazuje: nie twierdzimy, że Polska nie odniosła korzyści z akcesji do UE. W raporcie jest wiele dowodów, że gospodarka się rozwija, że korzystamy na rynku wewnętrznym, zwłaszcza w segmencie usług. Jeśli się jednak okazało, że mamy nierównowagę zysków Polski i zachodniej Europy, to jest to przesłanka do dyskusji publicznej, jak to zmienić […].

Dorota Łosiewicz w artykule „Gdzie jest ołtarzyk Tuska?” opisuje zmienność w zachowaniu Donalda Tuska. Zauważa, że… w normalnych okolicznościach to, czy ktoś ma w domu krzyż, czy go nie ma, byłoby prywatną sprawą danej osoby. Jednak temat staje się kwestią publiczną wówczas, gdy osoba, o której mowa, w tym przypadku Donald Tusk, używa symboli religijnych dla własnych korzyści politycznych. Raz się one pojawiają, a raz znikają i nikt już nie wie, pewnie włącznie z samym bohaterem tej historii, co jest prawdą.

Łosiewicz przypomina: Większość czytelników bez wątpienia pamięta ołtarzyk […]. Rok 2007. Mieszkanie w Sopocie. Świeżo upieczony premier Donald Tusk, jego żona Małgorzata i córka Katarzyna pozują do fotografii przy biurku, na którym stoi m.in. duży krzyż, obraz Jezusa Miłosiernego, a obok szopka i figurka świętego. Kilka lat później, w 2013 r., na tle tego samego biurka przeprowadza z Tuskiem wywiad Agata Młynarska. Wywiad jest świąteczny, ale już stylistyka miejsce zupełnie inna […]. Wszystko wygląda laicko, bez religijnych akcentów. Zdjęcie z 2007 r. było zrobione „na polski” rynek i użytek. W 2013 r. Tusk już myślał o unijnej karierze i szykował się na brukselskie salony.

Autorka przypomina, iż Tusk w 2011 r. stwierdził, że powrócił do Kościoła za sprawą Jana Pawła II, dzięki któremu dokonały się też w Polsce cuda: Ten sam Tusk, który widział cuda na własne oczy, w 2021 r. nie widzi już miejsca dla krzyża w przestrzeni publicznej […]. Słowa te współbrzmią z jego deklaracją z 2011 r. „Ten rząd i przyszły, jeśli wygramy wybory, nie będzie się nisko kłaniał ani bankierom, ani związkowcom, nie będziemy klęczeli przed księdzem. Do klęczenia jest kościół. Przed Bogiem, a nie przed księdzem” […]. Dziesięć lat później, na wiecu na Długim Targu w Gdańsku, posłużył się podobną retoryką, atakując Prawo i Sprawiedliwość za politykę wobec Kościoła […]. Ten sam Tusk, który kiedyś cieszył się z powrotu na łono Kościoła, po latach promował w Brukseli liderkę tzw. Strajku Kobiet Martę Lempart.

Aleksandra Rybińska w artykule „Merkelizm bez Merkel” podsumowuje ostatnie wydarzenia na niemieckiej scenie politycznej związane z wyborami. Wygrali socjaldemokraci, co najmniej w teorii, mniejsze bowiem partie, Zieloni i Liberałowie – liczone wspólnie – zdobyły większe poparcie wyborców niż SPD (14,8 i 11,5 proc., czyli 210 mandatów). Zieloni jednocześnie przegrali, w końcu jeszcze kilka miesięcy temu sondaże dawały im zwycięstwo i poparcie jednej czwartej elektoratu. Medialny hype wokół Annaleny Baerbock był ogromny. Jak zauważa Rybińska liderka Zielonych zaprzepaściła jednak swoją szansę. Pogrążyło ją to, że… pojawiły się oskarżenia o plagiat, o mniejsze i większe kłamstewka w CV kandydatki, a jej propozycje programowe stawały się coraz bardziej radykalne: ograniczenie spożycia mięsa, azyl dla wszystkich czy zakaz lotów wewnątrzkrajowych. Nie wspominając o klimatycznej histerii, zupełnie oderwanej od przyziemnych problemów większości Niemców.

Dziennikarka analizuje również, jak mogą wyglądać przyszłe scenariusze dotyczące tworzenia nowego rządu. Wyrównany wynik wyborczy CDU/CSU i SPD – socjaldemokraci wyprzedzili chadeków o 1,6 pkt proc. (25,7 do 24,1 proc.) – wymusi najprawdopodobniej utworzenie pierwszej od lat 50. koalicji na szczeblu federalnym złożonej z trzech klubów parlamentarnych. A inicjatywa utworzenia tej koalicji przypadła mniejszym partiom w możliwym przyszłym rządzie – Zielonym i FDP, nazwanym przez gazetę „Bild” koalicją „cytrusową”. Przy czym będą oni usiłowali się najpierw porozumieć między sobą, zanim przystąpią do rozmów z socjaldemokratami.

W tygodniku także ciekawe komentarze bieżących wydarzeń pióra Krzysztofa Feusette’a, Doroty Łosiewicz, Bronisława Wildsteina, Andrzeja Rafała Potockiego, Marty Kaczyńskiej-Zielińskiej, Aliny Czerniakowskiej, Wiktora Świetlika czy Katarzyny Zybertowicz.

Więcej w najnowszym numerze „Sieci”, w sprzedaży od 4 października, także w formie e-wydania – polecamy tę formę lektury, wystarczy kliknąć TUTAJ

Wideo o zawartości najnowszego numeru „Sieci” kliknij TUTAJ

Zapraszamy też do subskrypcji tygodnika w Sieci Przyjaciół – www.siecprzyjaciol.pl i oglądania ciekawych audycji telewizji wPolsce.pl.

Komentarze (0)
Dodająć komentarz, akceptujesz regulamin forum.
dodaj komentarz
 
 

obecnie brak komentarzy, zapraszamy do komentowania.

 

Zaloguj się, by uzyskać dostęp do unikatowych treści oraz cotygodniowego newslettera z informacjami na temat najnowszego wydania

Zarejestruj się | Zapomniałem hasła